prev
    next
    scroll

    Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Wojciechem Kucharczykiem, cenionym artystą na polskiej scenie muzyki eksperymentalnej i elektronicznej, kuratorem kijowskiej edycji festiwalu Art Meetings.

    Udostępnij na: lub

    Igor Waniurski: Zbliża się kijowska edycja Art Meetings Festival. Jesteś kuratorem tej edycji. Jak idą przygotowania?

    Wojciech Kucharczyk: W swojej pracy kuratora zawsze stawiam na pewnych, sprawdzonych “zawodników”, dlatego nie boję się o przygotowania. Mówiąc „pewnych“ nie znaczy, że muszą to być starzy wyjadacze, muszę być po prostu pewny tego co robią, nawet jeśli są debiutantami. W tym wypadku artyści, których wybrałem, są ludźmi, których widziałem w akcji wielokrotnie, wiem jaką jakość prezentują na koncertach. Znam ich podejście do kwestii organizacyjnych, jestem więc przekonany, że każdy przygotuje się jak najlepiej. Kwestie organizacyjne już są prawie dopięte, niedawno jeszcze myśleliśmy o układzie prób. Współpraca na odległość jest dosyć skomplikowana, nie zawsze mamy do dyspozycji też odpowiednią infrastrukturę. Mając doświadczenie po zeszłorocznej edycji festiwalu i wcześniejszych, widzę, że będzie niełatwo, ale da się nad tym zapanować, w sensie organizacji. Przy tak wielu występach, w dwóch salach, każde ewentualne przesunięcie czasu koncertu o pół godziny może rozbić nastrój, niemniej jednak mam nadzieję, że uda się wszystko sprawnie zorganizować. Wiem, że działamy na trudnym terenie, mogą się pojawić zaskakujące, nieoczekiwane sytuacje, ale takie ryzyko wliczaliśmy od samego początku pracy.

    Czy możemy wrócić do przeszłości i porozmawiać o genezie współpracy z Art Meetings?

    To odbyło się zupełnie naturalnie. Rozmawialiśmy z Asią (Piasecką, pomysłodawczynią festiwalu – przy. red.) i to ona zaproponowała, abym pojechał do Kijowa jako panelista i członek jury w konkursie dla młodych zespołów z Ukrainy. Zgodziłem się na to, bardzo byłem ciekaw ukraińskich artystów i tamtych stron. Pojechałem na kilka dni i zobaczyłem, że jest tam niebywale duża przestrzeń do działania, wiele do zrobienia, takie wtedy odniosłem wrażenie. Znałem wcześniej kilku artystów z Ukrainy, przy okazji festiwalu odświeżyłem z nimi kontakt.

    Generalnie jednak stwierdziłem, że niewiele o sobie wiemy. A powinniśmy wiedzieć, wiele nas łączy, również w kontekście wspólnej historii. Tym bardziej mamy więc ciekawą płaszczyznę do akcji. Po tej pierwszej wizycie, poznawczej, dostałem propozycję kurateli części festiwalu.

    Trzeba pamiętać, że festiwal składa się z dwóch części. Pierwsza, lwowska (5 – 12 września 2015) skupiona była na jazzie, kuratorem programu był Piotr Damasiewicz. Rozmawiamy teraz o części, która odbędzie się w Kijowa, której tematem jest muzyka elektroniczna. Ja opiekuję się polskim programem, doradzam także w kwestii gości z innych krajów.

    Przejdźmy do samego programu kijowskiej edycji Art Meetings. Jakie założenia przyjąłeś dobierając artystów?

    Zaczynając pracę kuratorską przy Art Meetings, stwierdziłem, że chciałbym pokazać czołówkę muzyków, którzy w tym momencie działają w Polsce, w obszarze muzyki elektronicznej i eksperymentalnej. Chciałem, aby pojechali do Ukrainy i mieli możliwość skonfronowania się z lokalnymi doświadczeniami, żeby mogli zobaczyć jak tam jest na własne oczy. Udało mi się zebrać całkiem sporą grupę. Stawiam na tych artystów, którzy są aktywni, mają coś świeżego do zaprezentowania w danym momencie. Zdecydowanie najważniejsza jest jakość. W pewnym rozumieniu zagraniczne koncerty są rodzajem nagrody za ciężką pracę, osiągnięcia, nie są dla większości nawet tych najlepszych chlebem codziennym. Dobry artysta powinien jak najwięcej grać, także za granicą. To są sytuacje pomagające osiągnąć normalność w działaniu, wymianę pomysłów, idei, doświadczeń, pozyskać nowe kontakty. Mam nadzieję, że artyści zaproszeni na Art Meetings także w ten sposób będą mogli z całej sytuacji skorzystać.

    Sam też wystąpisz w trakcie festiwalu, we wspólnym projekcie z Carstenem Stabenowem. Możesz coś o nim opowiedzieć?

    Jest to projekt przygotowany specjalnie na festiwal. Z Carstenem znamy się kilkanaście lat, kiedyś był kuratorem festiwalu Garage w Stralsund, w północno-wschodnich Niemczech. To miła, turystyczna miejscowość, z której zresztą Carsten pochodzi. Organizował tam przez dziesięć lat festiwal, który był dla mnie modelowym festiwalem polegającym przede wszystkim na spotkaniu artystów. Najmilszym punktem dnia było ogromne śniadanie, które przeciągało się aż do poobiednich prób. Niektórzy przyjeżdżali tylko po to, aby po prostu tam pobyć, zjeść z przyjaciółmi z tzw. branży to słynne śniadanie. Robiliśmy później wspołnie warsztaty, spotkaliśmy się też w zeszłym roku podczas Art Meetings, gdzie pojawił się jako panelista. Zaproponowano nam, abyśmy zrobili coś razem. Na początku byłem nieco sceptyczny, bo chciałbym uniknąć “autokuratorowania” na festiwalach, które pomagam realizować. Carsten podzielał moje obawy. Jednak wymyśliliśmy specjalną formułę na takie wydarzenie. Będzie to forma oparta o tekst, książki, gdzie muzyka będzie tylko ewentualnym dodatkowym elementem. Chcemy pokazać trochę pracy kuratorskiej na żywo, nie będziemy w tym momencie artystami, tylko panami nawigatorami. Na pewno podkreślimy też ideę festiwalu, jaką jest spotkanie. Nieprzypadkowo nazywa się on Art Meetings; szczególnie ważne w tym kontekście jest to drugie słowo. Pracujemy nad tym intensywnie. Więcej nie chcę zdradzić, już niedługo wszyscy na żywo przekonają się co proponujemy.

    Odchodząc trochę od samego festiwalu, a przybliżając jego publiczności twoją osobę. Jakie są twoje artystyczne plany w najbliższej przyszłości?

    Kontynuuję prace kuratorskie, w tym nad sceną, którą opiekuję się w ramach festiwalu Tauron Nowa Muzyka w Katowicach. Są już pierwsze pomysły na przyszłoroczny line-up i zapowiada się to ekscytująco. Jeśli chodzi o działalność artystyczną, to zacząłem prace nad nową płytą. Nie chcę się spieszyć, chcę niejako sam siebie przekonać do zrobienia nowego kroku. Chciałbym, aby było to przewartościowaniem pewnych spraw. Po wielu latach bardzo szybkiej pracy, kiedy byłem w stanie wypuszczać po kilka albumów rocznie, w tym roku udostępniłem jedynie jeden utwór, oprócz moich prac dla teatru. Pojawią się też jakieś działania wydawniczo-promocyjne w kontekście Mik Musik, a że żyjemy i działamy w tak skomplikowanych czasach, to nie ma co za dużo planować. Podkreślam – nie spieszę się już.

    Na koniec rozmowy, powiedz proszę jak byś zachęcił widzów do przyjścia na Art Meetings?

    Starałem się aby do Kijowa pojechali artyści wybrani spośród moim zdaniem najaktywniejszych, najciekawszych, w naszym kraju, w ostatnim czasie. Wiadomo, że nie jest to reprezentacja pełna, ale na pewno jest mocna. To propozycja różnorodna, od rzeczy refleksyjnych, rozmarzonych, takich jak muzyka Piotra Kurka czy też “afrykanizowane techno” przezentowane przez Czarnego Latawca, czy brutalne bity Johna Lake lub introwertyczny, smolny hiphop Synów. Każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Zapraszam nie tylko wielbicieli elektronicznych dźwięków, ale także ludzi, którzy nigdy nie mieli styczności z taką muzyką lub w ogóle z muzyką polską. Jestem przekonany, że nie bojąc się wejścia na nowy grunt, można znaleźć w tym wiele nieznanej przyjemności. Zachęcam do tego, aby nie bać się poznawać nieznanych rzeczy. Jakkolwiek złożona sytuacja polityczna by nie była, sztuka może tylko pomóc przetrwać z głową podniesioną do góry. Zapraszam.

    autor: Igor Waniurski.